sobota, 28 lutego 2009

underground



W dzisiejszym odcinku naszej wieczorynki będzie o ljubljańskim podziemiu :) Jak to mówią słowa pewnej undergroundowej piosenki dzieci i księża mają zakaz słuchania :)))
Jak obiecałem z resztą miałem napisać o kilku miejscach godnych odwiedzenia, gdzie nie zobaczysz tłumu pijanych, upalonych erasmusów, co nie oznacza, że nie warto tam iść.
Lokalny dział propagandy nakazuje chodzenie do konkretnych klubów w konkretne dni i rzeczywiście większość erasmusów można tam wtedy spotkać. Zostaje jednak garść erasmusów niepokornych którzy chodzą tam gdzie chcą :]
Z tych, które udało mi się odwiedzić wymienić można Metelkova Mesto oraz Tovarna Rog.
O Metelkovej zdaje się pisałem już trochę przy okazji opisywania mojego zacnego nietaniego hostelu Celicy, położonego bardzo blisko sieci squatów. Nie są to squaty do mieszkania a raczej miejsca do imprezowania - w sensie zawsze późnym wieczorem spotkać tam można różnych ciekawych ludków i specyficzna nieformalną atmosferę. sporo jest rockowych koncertów, jest reggae, są wegetarianie i cała masa innych świrów :)
Druga miejscówa to Tovarna Rog. O ile Metelkova Mesto powstała na miejscu sektora miasta zajmowanego przez armię jugosławiańską, to Rog powstał na miejscu opuszczonej fabryki słoweńskich bmxów :) Grupa artystów (nazwijmy ich w ten sposób:)) zaaranżowała wnętrza, całą budę odrestaurowała, wymalowała, wywaliła bmxy i powstał nowy kompleks imprezowy.
Co parę dni oragnizują darmowe koncerty od hardocre po muzykę elektroniczną, wszystko nonprofit, piwo niedrogie :)
na pietrze znajduje się kafe Trotzky. Plakat reklamujący miejsce patrz wyżej :) za Kremlin bitches ponoć właściciel i grafik znany jako Żiga miał być ponoć skrytykowany przez squatersów z Metelkovej, że niby za ostre jak na reklamę ale z tego co wiem nadal się lubią :>
W trotzkym można pogadać przykładowo z jugosławiańskim rajdowcem w stanie spoczynku Matiasem czy też z barmanką Hają, która formalnie tylko tam sobie stoi a prywatnie jest matką trójki dzieci a meża wywaliła bo okazał się złamasem :]
Długo by pisać o Trotzkim, macie na zdjęciu znajomą erasmuske z Polski, mnie i tanie wino kupione w barze :]

7 komentarzy:

adam pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
adam pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
adam pisze...

zavny to bar, gdzie tanie wiono sprzedajaą:D

ps. pisze trzeci komentarz, w dwóch poprzednich wkradły się byki ortograficzne, nie ma opcji edytuj i trzeba było skasować:D

lanser pisze...

oj sluchaj bar jest pierwsza klasa - moj ulubiony :D
wino wlasnej roboty sprzedawane przez samego wlasciciela. chcial za nie najpierw 5 euro. dal nam sprobowac ale zauwazyl nasze miny i spytal czy chodzi o cene czy o jakosc wina, potem spytal skad jestesmy, na odpowiedz ze z polski podal uczciwa tania cene tlumaczac sie ze myslal ze jestesmy wlochami ;)))

adam pisze...

hehe, coraz bardziej mi sie podoba to miejsce. musisz nas zabrac jak wpadniemy w odwiedziny.

kto do siedmu piekieł przeredagował mój wcześniejszy komentarz?:D:P

lanser pisze...

nie ja :] a z tego co wiem nikt tu nie ma takich praw.
jak wpadniecie to pozwiedzamy ljubljane na pewno :)

adam pisze...

hmm, nie byłem pijany podczas pisania, dziwne..:D