niedziela, 26 kwietnia 2009

czubek Słowenii



Stało się. W końcu przestałem się uczyć i znalazłem czas na zdobycia czubka Słowenii. Ekipa została zmontowana i chyba pierwszy raz udało mi się tu wyjechać na jakąś wycieczkę o czasie. Tak to bywa, erasmusi zapracowani ludzie, ciągle jakieś eseje, testy, egzaminy ;)
Cel: Trnovski Gozd.
Góry położone całkiem niedaleko wybrzeża. Wybrzeże jest podziwiane przez nas na zdjęciu drugim. Bardzo ładny widok na Nova Goricę oraz Adriatyk, niestety nie ujęty na fotce pierwszej. Ogólnie zdjęcia ze słonecznego południowo-zachodniego stoku gdzie było słońce, był piknik i było ogólnie przyjemnie. Trochę wiatr hulał ale wystarczyło położyć się na trawce i oddać medytacji :)
Zdobyliśmy Čaven, zdobyliśmy Modrasovec, prawie zdobyliśmy Mały Golak ale nam się już nie chciało :P zbieraliśmy również dziki czosnek, zaczepialiśmy lokalnych turystów ale niech zginie to w mrokach dziejów ;)

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

znowu o chlaniu





Odpowiadając na życzenie czytelników domagających się więcej wpisów o chlaniu, narkotykach i ogólnie melanżu szeroko pojętym dodaję nową notkę.
Mała prezentacja koncertnej dvorany, miejsca ciekawego, jak widać :) Właściciel - brat bliźniak Boba Marleya, odwala dobrą robotę urządzając mnóstwo koncertów młodych interesujących kapel ze Słowenii i nie tylko. Dominuje brzmienie niezależne, indie rock, rock eksperymentalny i podobne klimaty. Wszystko za przysłowiowy frajer to znaczy płaci się dobrowolną kontrybucję wedle uznania, która to ponoć trafia do zespołu. Nawet cena piwa w barze nie jest do końca ustalona, cennika jakoś nie zauważyłem.
Tego wieczora grali BobenBassPaAnanas (http://www.myspace.com/bobenbasspaananas). Część zespołu widoczna na zdjęciu. Chłopaki grali nieco w stylu Jethro Tull ale może wrażenie stwarzały częste solówki fletu i wtórującej gitary. Zrobili dobre wrażenie przynajmniej na mne także życzę sukcesu i zapraszam do Polski ;)
Na kolejnej fotce sam osławiony bar i część oryginalnego wystroju Tovarnej (niestety bez właściciela) wyszło troche niewyraźnie bo świateł niedużo a i dym fajkowy robi swoje. Apropos wszedzie w Słowenii w klubach ani restauracjach jarać nie wolno, ale Tovarna Rog jest jak Watykan w Rzymie i podlega innej jurysdykcji ;)

piątek, 17 kwietnia 2009

wielkanocność



Nie pisałem nic przez 10 dni ponieważ byłem bardzo zajęty i miałem mnóstwo nauki :P
W nagrodę macie dwa zdjęcia z wielkanocnej wycieczki.
Pierwsza fotka pochodzi z Piran. Piran to moim zdaniem najładniejsze miasto wchodzące w skład słoweńskiego wybrzeża. Zbudowane i zamieszkane właściwie przez Włochów, którzy siedzieli tam jeszcze do połowy zeszłego wieku, jak to fajnie brzmi :]
Klimatyczna mała mieścina poprzecinana moimi ulubionymi wąskimi zaułkami, uliczkami i bramami. W Polsce w takich bramach można zarobić w ryj a tutaj bez większych przeszkód da się pobłądzić, zdobyć kilka fajnych zdjęć a potem zjeść dobry obiad w któreś z ukrytych w nich rodzinnych knajpek.
Mądrzy ludzie mówią, że miasteczko podobne jest do Wenecji. Ja szczerze mówiąc nie widzę aż takiego podobieństwa. Faktem jest jednak, że była to wenecka forteca z czasów gdy Adriatyk był morzem wewnętrznym republiki weneckiej.
dzisiaj równie trudno ją zdobyć jeśli odwiedza się ją samochodem. Zaparkowanie w rozsądnej odległości od centrum graniczy z cudem. Trzeba bezwzględnie oszukać pana przy szlabanie oraz pana parkingowego, który robi co może aby utruć życie ale i on musi kiedyś wyjść za potrzebą ;)
Drugie zdjęcia przedstawia opisywany już tutaj Bled. To już druga moja wizyta, tym razem również słonecznie ale jednak trochę cieplej. Mniej było też śniegu na widocznych szczytach. Woda dalej cholernie zimna :) Na zdjęciu widać łódkę wiosłową typu Bismarck, którą też miałem przyjemność pilotować, pamiętacie Lennona?

wtorek, 7 kwietnia 2009

zamulanie


Tak w tym pięknym erasmusowym domu organizuje się imprezy pożegnalne! Znaczy, tak się opycha cudzym kosztem ;) Nasza sąsiadka Julia zdecydowała się przenieść pomimo, że przecież wszyscy jesteśmy tacy fajni. Sytuacja zmienia się cały czas i skład robi się już całkowicie studencki. Julia i Martina - dwie sąsiadki co studia już mają za sobą chyba mają trochę dosyć erasmusowego towarzystwa i jedna pękła. Chociaż mówiła, że wcale to nie przez nas tylko przez koszty, które faktycznie najniższe tu nie są. Poparła swoje słowa tą oto kolacją pożegnalną. Zaskoczyła chyba wszystkich mieszkańców rozmachem więc nie myśląć długo kopnąłem się do lokalnego sklepu po jakieś napoje, żeby nie było, że na imprezę wpadam na tzw. Jana. na zdjęciu część napojów już na stole. Jest sąsiad Sebastien oraz sama Julia, kręcąca ciasto, nie pozwalająca nikomu pomóc mimo usilnych prób (włącznie z przemoca ;))
W związku z kosztami urodził się nazajutrz koncept ich obniżenia. Czyli Francuzi z góry wyszli z inicjatywą trucia dupy właścicielom, że koszty trzeba obniżyć bo zrobiło sie ciepło i w ogóle. Właściciele z kolei mieli inny koncept, polegający na tym żebyśmy poszli w cholerę i jak nam się nie podoba to mamy spadać. Argumenty były po naszej stronie ale właściciele to Ukraińcy i kto tam ich wie co i kto jest po ich stronie.
Ostatecznie, po długich negocjacjach, dwa koncepty przyniosły efekt obniżenia czynszu o 10 euro oraz wyłączenia grzejników. Także teraz czekam na lato i śledzę prognozy :)