piątek, 30 stycznia 2009

studentskie boni


Oto na stole leży obiad. A raczej jego substytut w tutejszym systemie dokarmiania studentów :) A system na prawdę mi się podoba. Co miesiąc każdy student może kupić jeden bon na każdy dzień pracujący. Każdy bon jest na konkretna knajpę.
Do wyboru jest na prawdę sporo restauracji, barów pizzerii, chińskich knajpek itd. Cena waha się w okolicach 2-4euro w zależności od cen w danym miejscu. Będąc na miejscu zamawiasz studenckie menu gdzie do wyboru masz z reguły parenaście opcji. Może to być zupa, wielki kotlet, sałatka, i ciastko na deser czy też sporej wielkości pizza + przystawka. No i woda do picia, która tu dają za darmo do posiłku.
Poza ceną plusem jest to że spośród oferowanych knajpek każdy znajdzie coś dla siebie. Minusem jest to że liczba bonów jest ograniczona w każdym miesiącu. Nie byłbym jednak Polakiem gdybym nie wykupił wszystkich dwudziestu bonów za styczeń w dniu 29.01 :D mają trzymiesięczną datę ważności więc życzcie mi smacznego :P

czwartek, 29 stycznia 2009

nowa melina


Nowe wieści z Purpurowego Kutacza. Wczoraj wprowadziłem się do nowej miejscówki. W samą porę ponieważ z trzech nocy zabukowanych w Celicy zrobiły się noce dwie z powodu jakiś bliżej niesprecyzowanych problemów w jednej z cel. Urocza pani przysięgała, że poszuka mi innego hostelu ale zdecydowałem się zostać i w sumie dobrze zrobiłem. Hostel tani nie był, piwo kosztowało mniej więcej tyle co w schronisku w Limanovej, a ja trafiłem do SOU - studenckiej organizacji zajmującej się nie jak w Polsce opierdalaniem się, tylko między innymi szukaniem miejscówek dla ludzi takich jak ja. Dziewczyna na miejscu należała do kumatych i szybko znalazła mi "Erasmus House" - na zdjęciu mój pokój. W skrócie połowa domu z osobnym wejściem należy do studentów którzy zamieszkują dwa pietra. Wszystkie luksusy są, rzut mielonym na uczelnie, ludzie w porządku. Jak na razie jest tu cicho i spokojnie ponieważ erasmusi zmywają się po zeszłym semestrze a nowi jeszcze dojeżdżają. Część jednak jeszcze zostaje co wykorzystałem zaliczając z dwójką sympatycznych Włochów: Francesko i Julią pierwszą erasmusową imprezkę. Trzeba przyznać, że bawić tutaj się potrafią. Późno zaczynaja, późno kończą :) w imprezę wlicozne są atrakcje jak Hiszpan nauczony przez uczynnych Polaków wszystkich najgorszych polskich wyzwisk, koleś wymachujący sztucznym chujem, napełnionym malibu czy kibel w którym nie ma światła i trzeba sobie radzić bez niego.

wtorek, 27 stycznia 2009

za kratami


Na miejscu. Bez problemu dostałem się do więzienia ;) wiezienie ma zdjęciu jakby kto nie wierzył. Hostel Celica, przebudowany z wojskowego pierdla znajduje się na obrzeżu Metelkovej - dzielnicy zajmowanej kiedyś przez armię jugosławiańską, i był kiedyś więzieniem wojskowym. teraz jest przemiłym hostelem, w którym teraz rezyduję. Ogólnie jest klimatycznie, wszędzie panuje fajny klimacik, okolica ciekawa jak widać na zdjęciu. Jedyne do czego moża się przyczepić to akademikowy nastrój, szczególnie wieczorkiem. Wczoraj dwie wesołe nastolatki chciały mi sie przypadkowo wpakować do pokoju, na szczęscie pozostałościa po byłym więzieniu są kraty w drzwiach :P. w oknach z resztą też są. Jutro przeprowadzam się do innej meliny ;) tym razem ze stałym dostępem do internetu także tym razem pojawię się częściej.

środa, 21 stycznia 2009

przygotowania do startu


Wszystko powoli układa się w całość - wygrałem nawet nierówną walkę z mazowieckim NFZ ;) zacząłem też poważniej studiować przewodniki żeby stworzyć iluzję jakis podstaw teoretycznych. Złapałem już jakieś kontakty ze słoweńskimi ludźmi, zarezerwowałem sobie "michę i miejsce do spania" w Celicy na pierwsze trzy noce. Gdyby jeszcze mój plecak, zamówiony w szanownej firmie fotorimex został mi nadesłany musiałbym poszukać jakiś nowych powodów do narzekania.

wtorek, 13 stycznia 2009

gąsiorek



Wspomniany wcześniej gąsiorek a raczej jego fragment oraz degustująca go bohema artystyczna ;)

No i słowo klucz - PROKURATURA :D

piątek, 9 stycznia 2009

Słowacki trop


Mały przystanek w drodze do mitycznej Słowenii - Słowacja. Doprawiony szczyptą chłodnego wiatru ze stoku Chopoka oraz bukietem wina za 20PLN z 5-litrowego gąsiorka ;). Zregenerowany, z nowymi pokładami cierpliwości ruszam zmierzyć się z tegoroczną sesja zimową. Nieco mało wymagającą - myślę, że letnia nadrobi ten brak przynajmniej oryginalnością.
Razem z sesją czeka na załatwienie kilka innych drobnostek jak przekonanie ZUSu do ubezpieczenia mojego nędznego żywota czy kupienie walizki zdolnej pomieścić cały mój dobytek.
Przygotowania nabierają kształtów!