Pierwszy przystanek Mostar, stolica Hercegowiny, nieformalnej chorwackiej części kraju. Powróćmy do hostelu Pana Dresa. Jest co wspominać, aż żałuję, że nie zrobiłem żadnych fotek. Pełen luksus, dwie łazienki. Co prawda jedna była na świeżym powietrzu, bez ciepłej wody, druga natomiast w ogóle nie miała umywalki :]
Towarzystwo również ciekawe. Jedna chińska buddystka Zen, która w sumie nie odezwała się do nas ani słowem, poznana przez nas głównie przez opowieści Amerykanki Erici z Waszyngtonu, do która z nią trochę podróżowała i ponoć nawet pogadała. Erica podróżowała z resztą całkiem sporo. W drodze była już około trzech miesięcy, jeżdżąc samemu po całej Europie, od zachodniej strony zaczynając.
W nocy gdy przyjechaliśmy trochę pohałasowaliśmy, buddystka zemściła się na nas następnego dnia rano :)
Zwiedzanie zaczęliśmy od rzeczy w Mostarze najistotniejszej czyli Starego Mostu. Zbudowany w 1566 roku za tureckiej właści stał się symbolem miasta oraz poniekąd całej Bośni i Hercegowiny. No, może nie całej. W 1993 podczas wojny został zburzony przez Chorwatów jako pozostałości po kulturze ottomańskiej. Nie pasował po prostu w nowej chorwacko-katolickiej Hercegowinie. Ciekawe jest też to, że jeszcze rok wcześniej walczyli ramie w ramie razem z Bośniakami (muzułmanami) przeciwko armii serbskiej atakującej ze wschodu. Po tym jak Serbowie odeszli dawni sprzymierzeńcy rzucili się sobie do gardeł. Ofiarą padł piękny most. Słynny również jako miejsce konkursu skoków do wody, będących próbą odwagi dla bośniackich mężczyzn. Dziś wpisany na listę UNESCO. Odbudowanie go w roku 2004 było bardzo ważnym momentem dla wszystkich muzułmanów zamieszkujących miasto.
Tutaj jak most wygląda dziś. Te bloczki z napisem "don't forget - 1993" rozsiane były po całym Mostarze.
Oraz ostatnie chwile mostu oryginalnego
Wstąpiliśmy również do muzeum miejskiego, gdzie obejrzeliśmy również film w całości mu poświęcony. Święto jakie było urządzone po ponownym otwarciu robiło wrażenie.
W centrum miasta z pewnością nie można się nudzić. Za to można zgłodnieć :) będąc na miejscu i nie zjeść oryginalnego burka było by zbrodnią. Oto więc i burek, najpopularniejszy lokalny fast-food chwilę przed konsumpcją. Jak nam później powiedziano, w Bośni znajdziesz wszystko, no może poza McDonaldem :) jedząc tamtejszego burka wcale do Maka nie tęskniłem.
Tutaj niewierny w progach meczetu:
I w oryginalnym domu ottomańskim, funkcjonującym dziś jako muzeum. Pokój dla mężczyzn oczywiście :P
i jeszcze panorama miasta z mostem oraz płynącą leniwie Neretwą:
jeszcze jedna panorama:
Mimo, że minęło już piętnaście lat od zakończenia walk w Mostarze, dalej spacerując po jego uliczkach ma się to dziwne uczucie. Mimo, że miasto zostało niemalże kompletnie odbudowane, widać jest jeszcze, że poza Sarajewem było ono dotknięte przez wojnę najdotkliwiej.
