W poniedziałek wycieczka do Bled organizowana przez Ekonomska Fakultet. Niestety zgłosiliśmy się nieco zbyt późno i Pani w okienku powiedziała że możemy się bujać i miejsca w busie już nie ma. Z wielkim smutkiem przyjęliśmy to do wiadomości i żeby poczuć się choć nieco lepiej poszliśmy pić do lokalnych squatów o których pewnie napiszę osobną notkę bo warto :)
Następnego dnia budzę się oczywiście wczesnym rankiem i budzą mnie oczekiwane od dwóch tygodni promienie słoneczne :) tak bardzo optymistycznie poczułem się w tym momencie, że zdecydowaliśmy z moim roommatem że pieprzymy pani z okienka (niekoniecznie dosłownie:P) i jedziemy do Bled na własną rękę.
Tak jak obiecywał przewodnik można zobaczyć tam iękne polodowcowe jezioro. nieopodal zamek położony na malowniczym wzgórzu. Zbudowany w XI wieku, należał do biskupów z Brixen. spoglądając z góry na cała okolicę pomyślałem, że fajnie by było być takim biskupem :)
Po zejściu na dół myśleliśmy chwilę co by tu jeszcze głupiego zrobić i wynajęliśmy trzyosobową łódkę wiosłową w celu zdobycia wyspy na środku jeziora, na której to znajduję się kościół poświęcony Maryi (na zdjęciu widać, kościół, nie Maryję) wcześniej na tym miejscu stała sobie świątynia Żiwy, bogini miłości i płodności :) żeby bogini się trochę do mnie uśmiechnęła powiosłowaliśmy szybko na miejsce.
Na pięknym zdjęciu jestem prawie jak John Lennon z teledysku bodajże do Jealous Guy. Prawie bo nie mam takiego kapelusza i zamiast Yoko Ono było na łódce dwóch Francuzów ;D
2 komentarze:
Szybciej, szybciej! Potrzeba nam więcej torfu... !
;]
co za ironia losu, na miejscu kultu plodnosci teraz jest kult dziwicy
Prześlij komentarz