Nowe wieści z Purpurowego Kutacza. Wczoraj wprowadziłem się do nowej miejscówki. W samą porę ponieważ z trzech nocy zabukowanych w Celicy zrobiły się noce dwie z powodu jakiś bliżej niesprecyzowanych problemów w jednej z cel. Urocza pani przysięgała, że poszuka mi innego hostelu ale zdecydowałem się zostać i w sumie dobrze zrobiłem. Hostel tani nie był, piwo kosztowało mniej więcej tyle co w schronisku w Limanovej, a ja trafiłem do SOU - studenckiej organizacji zajmującej się nie jak w Polsce opierdalaniem się, tylko między innymi szukaniem miejscówek dla ludzi takich jak ja. Dziewczyna na miejscu należała do kumatych i szybko znalazła mi "Erasmus House" - na zdjęciu mój pokój. W skrócie połowa domu z osobnym wejściem należy do studentów którzy zamieszkują dwa pietra. Wszystkie luksusy są, rzut mielonym na uczelnie, ludzie w porządku. Jak na razie jest tu cicho i spokojnie ponieważ erasmusi zmywają się po zeszłym semestrze a nowi jeszcze dojeżdżają. Część jednak jeszcze zostaje co wykorzystałem zaliczając z dwójką sympatycznych Włochów: Francesko i Julią pierwszą erasmusową imprezkę. Trzeba przyznać, że bawić tutaj się potrafią. Późno zaczynaja, późno kończą :) w imprezę wlicozne są atrakcje jak Hiszpan nauczony przez uczynnych Polaków wszystkich najgorszych polskich wyzwisk, koleś wymachujący sztucznym chujem, napełnionym malibu czy kibel w którym nie ma światła i trzeba sobie radzić bez niego.
Niedźwiedzie z Zărneşti
7 lat temu
5 komentarzy:
malibu? co za realizm... :)
To nie może być pokój studenta. Komputer, dwie komórki, nie ma ani jednej książki, a na ekranie kapitan Bomba. ;)
Firanki frędzelki jak najbardziej okej.
książek nie ma bo już wszystko umiem :P poza tym semestr się jeszcze nie rozpoczął ;)
A ja sie pytam, czyje jest to drugie łóżko?!
nie wiem:P
Prześlij komentarz